James Tate – wiersze znalezione w sieci

James Tate – wiersze znalezione w sieci

Gdy bardzo pragniesz prozy, a w głowie „sieczka” z tygodnia, „restart” z książką jawi się jak kolejny „target” w  pracy, a jednak pragnienie czytania pozostaje niezaspokojone, bo taki był plan na weekend, bo tak lubisz, ba! kochasz książki; spróbuj zakosztować czegoś pomiędzy. W roli głównej: James Tate  https://en.wikipedia.org/wiki/James_Tate_(writer)

 

Lornetka teatpobraneralna, spadochron

Wiele godzin przetrząsałem graty
w naszej piwnicy. Było ciemno i wilgotno,
Bóg jeden wie, jakie stwory się tam zalęgły. I
znalazłem dudy, tobogan, koło ruletki, projektor
filmowy, mikser, odkurzacz, kandelabr,
zestaw do gry w krokieta, żelazo do
piętnowania, chińską sukienkę, sprzęt dentystyczny,
kilka pułapek na homary i bazookę. Mieszkaliśmy
w tym domu od wielu lat i nigdy nie widziałem
żadnej z tych rzeczy, choć nie powiem, żebym szczególnie
wiele czasu spędzał w piwnicy. Jednak to było upiorne,
jakby obok toczyło się osobne życie, bez
nas. I być może ciekawsze życie, co mnie trochę
wkurza. I mam nieomylne przeczucie,
że to wierzchołek góry lodowej.

 

By poczuć się jak ludzie

Jedno jabłko wyrosło na naszym drzewku, co
było pewnego rodzaju cudem, ponieważ
tym drzewkiem jest grusza. Dreptaliśmy wokół niego,
drapiąc się po głowach. – Chcesz je zjeść?, spytałem
żonę. – Prędzej bym umarła, odparła. Wróciliśmy
do domu. Stałem w kuchni przy oknie
i się w nie wpatrywałem. Myślałem o Adamie
i Ewie, ale nie wierzę w Adama
i Ewę. Żona powiedziała: – Jeśli nie przestaniesz
gapić się na to głupie jabłko, pójdę
do ogrodu i je zjem. – Więc idź, odparłem, ale
najpierw zrzuć ubranie, idź naga. Popatrzyła
na mnie, jakby mi odbiło, a później zaczęła
się rozbierać, więc zrobiłem to samo.

 

Cherubicznie

Zaprowadziłem moją córkę Kelsey na dworzec
kolejowy. Gdy odjeżdżał pociąg, machaliśmy
do siebie długo. Nigdy więcej jej nie zobaczyłem.
Odjechała, aby zostać pierwszą kobietą na księżycu.
Nikt nie wiedział, jak się tam dostała. I nigdy nie wróciła,
o ile mi wiadomo. I nigdy nie napisała do mnie,
nigdy nie zadzwoniła. Mam nadzieję, że jest szczęśliwa,
mój księżycowy promyczek. Co noc patrzę przez teleskop.
Widzę dinozaury, śnieżne lamparty, flamingi.
Widziałem jednookiego psa, który merdał ogonem. Widziałem
pocztową furgonetkę. Widziałem żaglówkę, choć oczywiście
nie ma tam wody. Widziałem znak informujący o wodzie,
skierowany ku ziemi. Widziałem znak informujący o hamburgerach
skierowany ku ziemi. Widziałem, jak mała dziewczynka
przewraca się na dziecięcym rowerku. Atomowa mandarynka
pyłu, to wszystko. Nigdy więcej nie widziałem dziewczynki.
Kółka przewróconego rowerka wciąż się obracały.
Śpij, powiedziałem, śpij maleńka.

 

Droga bez końca i początku

Co mógłby robić głuchoniemy o tej porze w budce telefonicznej
zapytywałem sam siebie. Jego usta zdawały się wydmuchiwać
niewidzialne bańki, które były bardzo ładne
do czasu, gdy zderzyła się z nimi czerwona ważka
i pomyliła drogę. Minęła godzina, lecz czułem się
młodszy i byłem niemal pewien, że dostanę
ważną rolę w filmie, człowiek nie potrafiący
przypomnieć sobie własnego imienia, odnajduje szczęście w zupie
Niemowa jest nagle niezwykle wzburzony i podnosi głos
zupełnie jakby go miał. Wygląda na to, iż dziewczyna
w jakiś sposób oszukała go, być może
spotkała w bocznej uliczce marynarza i pocałowali się
Lecz po co miałaby mu o tym mówić, przecież mogłaby
trzymać to w tajemnicy i nigdy by się nie dowiedział, bo marynarz
jak przypuszczam, odpłynął jeszcze tego samego wieczora,
A teraz niemowa szlocha i to już naprawdę słyszę
i szloch staje się coraz głośniejszy, aż w końcu
szlocham i ja, to wszystko wydaje się takie niesprawiedliwe.
Jest prawie północ, milion gwiazd powolutku
przejeżdża samochodami i nic nie widać

 

Dystans bliskich

Po śmierci męża Zita postanowiła usunąć zmarszczki
nareszcie. W połowie zabiegu
spadło jej ciśnienie i musieli przerwać.
Zapinając pasy, przed smutnym powrotem
do domu, zwichnęła bark. Znów szpital,
zbadał ją lekarz i wykrył raka
barku z przerzutami do ramienia i innych miejsc. Radio
terapia. Teraz Zita przesiaduje w salonie piękności,
łysa i zapłakana.
Opowiada mi to wszystko matka przez telefon, a ja pytam:
Mamo, kto to jest Zita?
To ja, odpowiada matka. Przez całe życie byłam
Zitą, łysą i zapłakaną. A dla ciebie, synku, który powinieneś
znać mnie najlepiej, byłam tylko matką.
Ale, Mamo, mówię, ja umieram…